Od dłuższego czasu mnie to zastanawiało. Jak to jest, tak pisać co się robi, o czym się myśli? Czy ktoś to w ogóle czyta? A rzecz jasna nie dowiem się, dopóki nie sprawdzę. A okazja przyszła szybko...
Bo tu rok się kończy, bo Święta za nami i tu znowu przybyło, tam bardziej odstaje... Po raz milionowy postanowiłam "wziąć się za siebie". Tym razem inaczej. Dlaczego inaczej i co jest tym razem powodem? W szczegóły wdam się przy okazji. Póki co nie znając mojej historii i patrząc z boku można powiedzieć, że zaczynam standardowe odchudzanko:) Tak więc nie od jutra, nie od 1 stycznia, nie od przyszłego tygodnia, ale od dziś walczę o nową JA.
A żeby się zmotywować inaczej niż przy setkach poprzednich prób postanowiłam pisać. Bo może właśnie ktoś przeczyta i wstyd będzie nie móc się pochwalić efektami. Cóż, na tej nowej drodze życia życzcie mi powodzenia i razem ze mną czekajcie na efekty.
Miłego popołudnia!
G.
