Bo
najważniejsze to mieć plan! I ja właśnie wracam do starych nawyków,
gdzie od planu wszystko się zaczynało. A mowa tu konkretnie o zakupach
'jedzeniowych'.
Bo najgorzej
to robić codziennie małe zakupy w drodze z pracy, tak tylko 'na
dzisiaj'. I wtedy pieniążki szybko uciekają i w lodówce nigdy nic
ciekawego. Dlatego przyjęliśmy z F. taktykę, że robimy raz na
tydzień/dwa większe zakupy. I tu z kolei najgorzej pojechać do większego
sklepu bez listy zakupów. Wtedy do koszyka trafia
wszystko na co masz ochotę. A koniec końców wracasz do domu, przekładasz
wszystko do lodówki, a potem jak coś chcesz ugotować to nie za bardzo
jest z czego.
Dlatego
plan musi być. A jak zrobić listę zakupów bez planowania posiłków? Od
tego więc trzeba zacząć. Co będziemy jedli przez najbliższy tydzień i na
podstawie tego zrobić sensowną listę. Jakiś czas temu już przyjęłam
taki system i przyznaję, że sprawdza się świetnie.
I stąd powrót do tych nawyków.
Zatem na najbliższe obiady planujemy:
- zupę pomidorową
- rybę z kus-kusem i szpinakiem
- leczo
- kotlety schabowe z soczewicą i brokułami
- zupę ogórkową
- makaron z czerwonym pesto...
Oczywiście
to tylko pozycje obiadowe, do tego dochodzą jeszcze owoce, półprodukty
do sałatek zabieranych do pracy (pomidory, ogórki itp.) i oczywiście
'coś na ząb' dla F!
A
teraz... Kierunek -> zakupy :) Uwielbiam wybierać produkty, z
których potem można przyrządzić pyszności i są nie tylko smaczne, ale
przede wszystkim zdrowe.
Fakt,
takie szczegółowe planowanie zajmuje trochę czasu, ale polecam każdemu,
warto poświęcić godzinkę na przemyślane zakupy, niż później
bezsensownie kombinować jak zrobić coś z niczego, albo przepłacać w
osiedlowym sklepiku.
Polecam!
G.
