Bo jak to się mówi... " Czego 'niedotrenowałam', to 'dowyglądam' "... Dlatego w związku z tym, że do startu zostało już tylko 10 dni to zaczęłam planować mój strój na ten dzień :) Czy jestem przygotowana? Chyba z grubsza tak, chyba dam radę... Jak tylko kolano będzie ze mną współpracować to na pewno dobiegnę. A w jakim czasie? A czy to istotne? Ludzie często pytają: ile miałaś? (zwłaszcza Ci, którzy buty do biegania mieli na sobie raz - w sklepie sportowym) A ja no to odpowiadam: Nieważne! Ważne, że stanęłam na starcie i dobiegłam do mety i uśmiech był na twarzy! I jestem teraz szczęśliwsza!
Tak jest. Tata nauczył mnie tego zdrowego podejścia...
I śmieję się z ludzi, którzy są takimi amatorami jak ja, a porównują czasy, zegarki i firmowe buty. Ludzie! Zacznijcie to robić dla zdrowia! Dla siebie!
"Bo kto staje na starcie - już jest wielki. Kto dobiegnie do mety - jest zwycięzcą..." Odliczam dni, już nie mogę się doczekać - lubię tą przedstartową adrenalinkę...
Ale w sumie nie o tym dzisiaj chciałam... Bo miało być o nowych miłościach.
Pierwsza to... Taka pierdoła... Nowe pudełka na drugie śniadanie. Tak. Pudełka na drugie śniadanie. Nie 'lanczboksy'... (nie cierpię jak do ojczystego języka wciska się na siłę obce słowa).
Niby nic, a cieszy. Kupione za grosze, z porządnym zamknięciem. Dość spore, więc łatwo przygotować jedzenie i wymieszać bezpośrednio w pojemniku. Polecam wybrać się do jakiegokolwiek sklepu z kuchennymi bibelotami i poświęcić chwilę na wybranie odpowiednich dla siebie. Poza tym moje idealnie mieszczą się w koszyku rowerowym, więc tym bardziej koniec z poduszonymi kanapkami z torebki!
Druga to... Zielone koktajle! Mieszam, kombinuję, blenduję i piję! Już po kilku razach wiedziałam, co mi bardziej 'podchodzi' a czego nie wypiję. Stałam się fanką natki pietruszki - kiedyś znienawidzonej. Jak tylko wypiję takie cudo od razu czuję się zdrowsza :) A poza tym uwielbiam iść do warzywniaka i pakować do koszyka trochę tego i trochę tamtego - wybierać, przebierać i potem tworzyć pyszności:)
A trzecia dopiero raczkuje, ale sądzę, że do zakochania jeden krok... Jeśli oczywiście przyniesie efekty! Moi drodzy to: TABATA. Postanowiłam każdego dnia wieczorem poświęcić 4 min na dodatkowy trening. Nie chcę mieszać ćwiczeń, tylko zdecydowałam, że każdego dnia nastawię się tylko na jedno konkretne. I tak już po pierwszym razie robienia 'głupich' pajacyków na 200% możliwości miałam tyle energii, że mogłabym górę przenieść! Myślę, że to mi pomoże - spalę co nieco i uruchomię metabolizm - czyli to na czym zależy mi najbardziej.
Cóż... Wystarczy na dziś...
Życzę przyjemnego, słonecznego jak u mnie popołudnia!
Tymczasem uciekam na basen! :)
G.
