czwartek, 11 lutego 2016

O motywacji, a raczej jej braku...

Bo jak to zrobić, żeby chciało się, tak jak się nie chce? 
Zaczyna się nowy tydzień, to pełna energii gotuję, szykuję pudełka, ćwiczę, pakuję te rzeczy na basen, lecę po pracy... A po kilku dniach odliczam godziny, minuty do weekendu, żeby móc leżeć przed telewizorem i nie musieć nigdzie jechać, nic robić. Albo po pracy padam na kanapie i śpię kilka godzin, po czym zakładam piżamkę i idę spać dalej...
Czyżby jakaś dolinka dopadła? Nie ma ochoty na nic, nastroju. A może wiosna już potrzebna? Żeby więcej słoneczka było i energii od razu też.
Gdzie szukać motywacji? Żeby każdego dnia od rana uśmiechać się do siebie w lustrze, a po pracy mieć siłę cokolwiek robić.. 
Cóż, chyba tylko pozostaje czekać, aż wiosna zawita i modlić się, żeby zimy już nie było.  Żeby wszystko wokół się obudziło...

Jakiś ciężki czas nastał...



Smutno.
G.