Zaczyna się nowy tydzień, to pełna energii gotuję, szykuję pudełka, ćwiczę, pakuję te rzeczy na basen, lecę po pracy... A po kilku dniach odliczam godziny, minuty do weekendu, żeby móc leżeć przed telewizorem i nie musieć nigdzie jechać, nic robić. Albo po pracy padam na kanapie i śpię kilka godzin, po czym zakładam piżamkę i idę spać dalej...
Czyżby jakaś dolinka dopadła? Nie ma ochoty na nic, nastroju. A może wiosna już potrzebna? Żeby więcej słoneczka było i energii od razu też.
Gdzie szukać motywacji? Żeby każdego dnia od rana uśmiechać się do siebie w lustrze, a po pracy mieć siłę cokolwiek robić..
Cóż, chyba tylko pozostaje czekać, aż wiosna zawita i modlić się, żeby zimy już nie było. Żeby wszystko wokół się obudziło...
Jakiś ciężki czas nastał...
Smutno.
G.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz